czwartek, 22 lutego 2018

Jak zrobić wodę z mózgu nie robiąc jej

Jak to jest możliwe, że gazety robią ludziom wodę z mózgu nie robiąc wody z mózgu? Otóż czytelnicy muszą sobie sami zrobić wodę z mózgu, gazeta musi im tylko podsunąć odpowiednio spreparowany materiał.

Przykład pochodzi ze stereop(l)ay numer 11/2003. Ze względu na prawo prasowe nie mogę tu zamieścić omawianego artykułu w oryginale, dlatego zostanie on tylko omówiony. Artykuł jest zatytułowany "Good Vibrations" i dotyczy rzekomego laboratoryjnego dowodu na to, że podkładki i kolce pod nóżki sprzętu działają(sic!). Chodzi o podkładki pod elektronikę czyli np. wzmacniacz czy odtwarzacz.

Co trzeba podsunąć czytelnikowi, żeby ten mógł - prawie - zupełnie samodzielnie zgłupieć.

Zaczyna się od trzęsienia Ziemi, żeby napięcie mogło wzrosnąć. Pada więc już w pierwszym zdaniu pytanie czy to voodoo te wszystkie kolce i podkładki? Czytelnik utożsamia się z wydawnictwem, zapłacił przecież, więc weźmie jego stronę i uzna, że żadne tam voodoo i piszą samą prawdę.

Że nie voodoo ma zaświadczyć laboratorium, bo wszystko zmierzone i udokumentowane. Mamy 10 wykresów z tego laboratorium, które coś na pewno znaczą i są prawdziwe. Rzeczywiście, są prawdziwe, ale znaczą nie to, co czytelnik ma sobie skojarzyć.

Za wszystko odpowiada Pan dyplomowany inżynier, który ręczy swym tytułem naukowym, imieniem, nazwiskiem i swą twarzą pokazaną w miniaturce.

Autor tekstu zaczyna swój wywód od tego, że urządzenia lampowe wykazują efekt mikrofonowy. Faktem jest, że lampy wykazują efekt mikrofonowy, jak się w nie puknie palcem albo śrubokrętem. Ale czym innym jest stukanie w lampy, a czym innym delikatne wibracje dźwięku, bo te są nieporównywalnie słabsze i prowadzą do odpowiednio słabszych skutków. W rzeczywistości wpływ fali dźwiękowej czy też wibracji wywołanych przez dźwięk na sposób działania urządzeń lampowych jest raczej trudny, jeśli w ogóle możliwy, do zauważenia.

Dlaczego trudno zauważyć wpływ drgań na działanie urządzeń lampowych? Czy ktoś był świadkiem naprawiania lampowego telewizora? Technik stukał i pukał coś tam robiąc w tym telewizorze, ale obraz się od tego nie zmieniał, podobnie jak i dźwięk, prawda?

Następnie autor artykułu sugeruje, że różne podzespoły elektroniczne mogą być podatne na wibracje. Różne elementy mogą wykazywać efekt mikrofonowy, ale w tekście nie podano jakie i w jakim stopniu. W praktyce żadne urządzenie wykonane na półprzewodnikach nie wykazuje zauważalnego efektu mikrofonowego, nawet na stukanie śrubokrętem, nie wspominając już o efekcie, który mogą wywołać słabiutkie wibracje fal dźwiękowych. Jeśli ktoś chce rozkręcić wzmacniacz, żeby stukać śrubokrętem w części wypada go ostrzec, że grozi to porażeniem prądem, popsuciem sprzętu i utratą gwarancji.

Opisywane przez autora efekty mikrofonowe, które jakoby mogą być słyszalne przez słuchawki trzeba przypisać raczej mechanicznemu sprzężeniu urządzenia z uchem poprzez kabel. Co prawda kabel musi być sztywny, a słuchawki tanie, bo lepsze modele są na takie rzeczy odporne, a miękki kabel słabo przenosi drgania. Trzeba przyjąć, że dobrze skonstruowane urządzenie zbudowane na półprzewodnikach nie wykazuje efektu mikrofonowego o ile nie jest popsute, a podłączanie słuchawek nic tu nie pomoże.

Wreszcie autor pisze, że w laboratorium prawie niemożliwe jest wykazanie, że wibracje w jakiś sposób wpływają na funkcjonowanie urządzeń. Jednak rzekomo sygnały testowe są inne niż muzyczne i dlatego w odtwarzaniu muzyki, którą cechuje rytm są jakieś różnice, które można usłyszeć. Jednakże dowodem na to, że coś można usłyszeć mają być pomiary z laboratorium, a nie jakiś test odsłuchowy, konkretnie aż 10 diagramów.

Sztuczka narracyjna polega na tym, że te diagramy pokazują drgania generatora taktu odtwarzacza powstałe wskutek wystawienia go na działanie głośnego szumu wytworzonego przez parę dużych kolumn i subwoofer. Wszystkie głośniki są ustawione w bezpośredniej bliskości odtwarzacza, który z kolei jest ustawiany na różnych podkładkach i kolcach.

Miernik wyłapuje mechaniczne drgania generatora i wartość tych drgań jest pokazana na wykresach, ale nie jest to przecież wykres pokazujący jak działa dany odtwarzacz.

Można to zilustrować w ten sposób, że ktoś mierzy drgania czajnika, jeśli się go wystawi na działanie głośnego dźwięki i faktycznie różne czajniki będą drgać różnie także wtedy, jak się je postawi na innym podłożu, ale to nie oznacza, że będą grzać wodę w różnym czasie i zużywać inną ilość prądu.

To, że miernik wyłapał inne drgania w jakimś odtwarzaczu jeśli się go postawiło na innym podłożu nie oznacza, że wykaże on, odtwarzacz, inne zniekształcenia, szumy, jitter, charakterystykę częstotliwościową itd. itp. Owszem, nie wykaże, co napisał ten sam autor już nieco wcześniej. Jednak na zakończenie sugeruje, że lepiej jest słuchać zamiast studiować, tzn. mierzyć.

A niestety jeśli ktoś chce usłyszeć różnicę, to ją usłyszy, a czy ona jest czy jej nie ma, nie ma żadnego znaczenia.

Pobieżne zapoznanie się z omawianym artykułem, a przecież typowy czytelnik nie wgłębia się i nie analizuje dokładnie, ma za zadanie wywołać skojarzenie takie, że podkładka daje zmianę w dźwięku, bo sugerują to wykresy pokazujące quasi charakterystykę częstotliwościową. Czytelnik powinien pomyśleć, że ogląda wykresy sygnału z wyjścia odtwarzacza, a przecież pokazują one tylko mechaniczne drgania jednego z elementów.

Wobec tego cały tekst nie zawiera sformułowań nieprawdziwych. Jest tylko tak skonstruowany, żeby czytelnik źle skojarzył fakty. A ma skojarzyć tak: to jednak działa, więc sięgam po telefon i zamówię jakieś podkładki. Ceny tych rzeczy, opisanych w tym samym wydaniu czasopisma, wahają się pomiędzy 19 a 500 Euro za komplet względnie nawet 230 Euro za sztukę.

poniedziałek, 19 lutego 2018

Ustroje za kolumnami

Już kilka razy pisałem o konieczności optymalnego ustawienia kolumn względem ściany. W skrócie: trzeba unikać odległości z przedziału 0,8-2 m. Poza tym wzmiankowane było też ustawienie elementów akustycznych bezpośrednio za kolumnami, tzn. pomiędzy głośnikami i ścianą. Tu jest jednak kilka zastrzeżeń.

Oczywiście, że można postawić absorber, a najlepiej pułapkę basową za kolumną i to jest właśnie pierwsze zastrzeżenie. Pułapka basowa sprawdzi się lepiej niż element pochłaniający szerokie spektrum. Dlatego, że warto tłumić niski bas, co zresztą jest trudne, ale wyższy już niekoniecznie, a średnie tony być może najlepiej zostawić tak jak są. Element szerokopasmowy za kolumną może stłumić trochę za dużo wyższego basu, co niekoniecznie będzie korzystne w kontekście tego, że niski pozostanie prawie bez zmian. Dlatego pułapka basowa będzie lepsza. W odniesieniu do średnich tonów, które pułapka basowa już tak nie tłumi, będzie to skutkować bardziej żywym dźwiękiem.

Drugie zastrzeżenie jest takie, że do bardzo bliskiego ustawienia przy ścianie kolumny z otworem z tyłu nadają się raczej średnio. W takim układzie otwór trzeba zatkać gąbką, którą dają producenci. Ale naprawdę dobrze w takim układzie sprawdzają się kolumny z otworem z przodu albo w ogóle zamknięte.

Więcej powie obraz niż długi tekst, warto obejrzeć poniższy film. Jednak już nawet na stop klatce widać pułapki basowe za kolumnami w profesjonalnym studio, więc jest potwierdzenie, że metoda się sprawdza. W drugiej części filmu można jeszcze zobaczyć kolumny dosłownie postawione prawie przy samej ścianie, ale z otworem z przodu. Więc wszystko się zgadza i mamy wszystko "czarno na białym" mówiąc przenośnie.




Film warto obejrzeć, jeśli ktoś jeszcze go nie zna, bo jest to także przykład na to jak zrobić dobrą adaptację i nawet są wskazówki, gdzie postawić dyfuzory, i jakie, jeśli ktoś chce je mieć.

PS. Chodzi w tym poście o to, że jeśli ktoś postawił sobie za kolumnami elementy szerokopasmowe i stwierdził, że efekt nie jest taki, jakiego się spodziewał, ma wyjaśnienie. Poza tym do dobrej adaptacji akustyki potrzeba jeszcze kilkunastu dodatkowych ustrojów poza tymi za kolumnami. Więc jeśli ktoś ma tylko dwa, lepiej je dać na tylną ścianę, a nie na przednią.

wtorek, 30 stycznia 2018

12 profili słuchacza albo pięć profili słuchacza czyli "porad" ciąg dalszy

W nawiązaniu do poprzedniego posta kilka kolejnych ciekawostek. Wzmiankowany "tajemniczy" magazyn stereoplej wydawany za naszą zachodnią granicą wpadł na pomysł wymyślenia 12 profili słuchacza. I te profile są następujące:

1.  Der vernünftige - rozsądny
2.  Der Platzsparer - oszczędzający miejsce
3.  Der Leise Hörer - słuchający cicho
4.  Der Hi-Fi Purist - purysta
5.  Der Temperamentvolle - temperamentny
6.  Der Feingeist - subtelny
7.  Der Tonmeister - realizator dźwięku
8.  Der Genießer - smakosz
9.  Der Kinofan
10 .Der Rockfan
11. Der Individualist - indywidualista
12. DerPerfektionist - perfekcjonista

Wymyślenie aż 12 profili było zabiegiem dość śmiałym. Nie miało to obiektywnie wiele sensu z wielu powodów, ale to temat na inną obszerną opowieść.

Tak duża ilość profili była przesadna. Ktoś wobec tego wpadł na pomysł, żeby dodać typy pomieszczeń, w których słuchacze będą mieć te kolumny i dlatego kolejnym pomysłem redakcji było 5 plus 5. Siedem typów słuchaczy wymarło zapewne w wyniku selekcji naturalnej czy też może w komorach gazowych. Eee... bezechowych.

1.   Der Hi-Fi Purist
2.   Der Temperamentvolle
3.   Der Genießer
4.   Der Feingeist
5.   Der Individualist
I.   Kleiner Raum - małe pomieszczenie
II.  Großer Raum - duże pomieszczenie
III. Halliger Raum - pomieszczenie z pogłosem
IV. Altbau - stare budownictwo

Oba zestawy porad konsumenckich trzeba jednak rozpatrywać w kontekście wskazówek co do ustawienia względem ściany. A te były błędne i nie uwzględniały zasad akustyki.

Teraz kilka dat.

12 profili słuchaczy było publikowane co najmniej od stycznia 1998 roku. 5 plus 5 było publikowane co najmniej od czerwca 1999 roku. Koniec tych porad konsumenckich nastąpił od września 2016.

Wyciągnięcie wniosków pozostawiam czytelnikom. Wypada dodać, że czasopismo przestało podawać porady co do "ustawienia co najmniej 70 cm od ściany" nie ze względów merytorycznych, ale z powodu zmiany układu graficznego.

Skąd taki wniosek? Stąd, że bliźniacze czasopismo podaje podobne porady, z tym, że oni podają, że kolumnę trzeba odsunąć na co najmniej metr od ściany, tzn. jeszcze bardziej nie tam, gdzie trzeba. Są też podobne do tych powyższych profile pomieszczeń z tym, że jest ich sześć. A dlaczego sześć? Bo tak się to ładnie układa - graficznie - w dwu wersach po trzy sztuki. I takie porady są podawane od co najmniej maja 2014 aż do najnowszego numeru czyli ze stycznia 2018.

Wobec tego redakcje są w stanie usłyszeć wszystkie szczegóły w dźwięku, ale nie potrafią usłyszeć wycięcia w basie spowodowanego złym ustawieniem głośników?

A może u nich obowiązuje inna fizyka? Może centymetr jest krótszy? To by w zasadzie tłumaczyło wszystko. Jeśli ktoś ma informacje co do tego, proszę pisać w komentarzach.

wtorek, 23 stycznia 2018

Każda (dez)informacja ma swe źródło

Można się z tym nie zgadzać, ale pisanie na forach internetowych audio ma generalnie dwa cele. Pierwszym jest chęć zaimponowania innym, drugim frustracja wynikająca z dźwięku, który nie jest zadowalający i w związku z tym szukanie porady. A jakiej porady można się spodziewać, jeśli się spytamy o ustawienie kolumn? Prawdopodobnie takiej, żeby odsunąć je od ściany.

Na tym blogu zostało to już powiedziane niejednokrotnie, że postawienie kolumny dalej niż około 80 cm od ściany skończy się przykrymi wycięciami pasm w basie, jeśli już wyjechać z głośnikami w głąb pokoju, to na więcej niż 2 metry.

Niestety użytkownicy kiedy odsuną kolumny od ściany, to tak na jakiś metr, czyli dokładnie na taką odległość, jaka jest niekorzystna. Ale dlaczego z takim uporem ludzie stawiają kolumny tam, gdzie nie powinni?

Pewien bardzo znany i wpływowego magazynu zajmujący się tematyką sprzętu audio itp. zaleca stawiać kolumny bardziej sprawne w basie w odległości większej niż 70 cm czyli dokładnie w takiej odległości, która jest niekorzystna. A jaki to magazyn? Powiedzmy, że się nazywa stereoplej lub bardzo podobnie i jest wydawany za naszą zachodnią granicą.

Czyli jeśli ktoś kupił sobie kolumny mające dwa lub nawet trzy głośniki basowe i postawi je sobie metr od ściany, to zamiast dobrego basu będzie miał kichę. I co zacznie robić? Żeby mieć lepszy bas kupi nowy wzmacniacz, a jak to nic nie da bo nie może dać, kupi nowy odtwarzacz, a jak to nic nie da bo nie może dać kupi nowe kable, a jak to nic nie da bo nie może dać kupi nowe bezpieczniki, a jak to nic nie da bo nie może dać kupi kondycjoner masy, a jak to nic nie da bo nie może dać kupi jakiś regał na sprzęt, a jak to nic nie da, bo nie może dać to kupi jakieś zaczarowane podkładki pod nóżki wzmacniacza, a jak to nic nie da, bo nie może dać kupi magiczne kolce do kolumn, a jak to nic nie da bo nie może dać pociągnie specjalną linię od elektrowni do domu, a jak to nic nie da, bo nie może dać to jeszcze jest opcja kupienia jakichś cudownych muszelek czy kamyków, które się przykleja plastrem do kabli, a jak to nic nie da, bo nie może dać jest jeszcze kilka opcji zakupu różnych magicznych i paranormalnych akcesoriów. W końcu można też kupić nowe kolumny i postawić je w tym samym miejscu i zacząć kupować wszystkie rzeczy od nowa czyli wzmacniacz, odtwarzacz itd. Można też kupić subwoofer i wtedy może być lepiej w niskim basie o ile się go nie postawi za daleko od ściany, ale i tak powyżej 80 Hz czy jak tam kto sobie ustawi częstotliwość podziału, będzie źle.

Przypadkiem takie porady znajdujemy w tych magazynach? A może nie przypadkiem, bo mogą spowodować, i powodują bo po co by je drukowano, lawinowe zakupy wszystkiego, co tylko można kupić.

Pierwszy numer wspomnianego, nie wprost, magazyny autor bloga nabył dokładnie 20 lat temu.

wtorek, 16 stycznia 2018

Problem biegunowości wtyczki

W niedawno dodanym komentarzu pojawił się znany "problem" audiofilski, mianowicie w którą stronę włożyć wtyczkę do gniazdka. Sprawa nie jest tak prosta, bo nie wszystkie wtyczki da się podłączyć w obie strony, trzeba przerabiać instalację elektryczną.

Załóżmy, że faktycznie coś w tym jest i dlatego zadamy następujące pytania:

1. Czy producenci mierzą swoje urządzenia wtedy, jak sprawdzą, która żyła jest zimna, a która gorąca i połączą to "tak jak potrzeba"?
2. Jeżeli mierzą dopiero wtedy, jak wtyczka jest obrócona w dobrą stronę, to dlaczego nigdy i nigdzie nie ma takiej informacji?
3. Czy magazyny audio też mierzą parametry sprzętu, jak znajdą właściwe połączenie do sieci? Jeśli tak robią dlaczego nigdzie nie ma o tym żadnej wzmianki?
4. Jeżeli odwrócenie wtyczki daje jakieś mierzalne zmiany, dlaczego nikt nigdy nie podał różnic?
5. Może chociaż na zużycie energii to ma wpływ? Dlaczego w takim razie nikt nigdzie nie podał różnic? Żaden grinpis nie walczy o wkładanie wtyczek w dobrą stronę, celem oszczędzania prądu. A przecież telewizory, pralki, kuchenki elektryczne mogłyby w ten sposób, być może, stać się bardziej energooszczędne?

Żadnych twardych dowodów nigdzie nie ma. Wszystko trzeba usłyszeć. I tu pojawia się problem, bo audiofile słyszą wszystko. Nawet niektórzy słyszą wpływ kabli cyfrowych na brzmienie, co jest niemożliwe.

No ale w tym światku im bardziej nieprawdopodobne i zaczarowane rzeczy się słyszy, tym się jest bardziej cool. Nie ma takiego dresiku i okularków lustrzanek, które tak podnoszą prestiż w realnym świecie, jak słyszenie zjawisk niemożliwych i paranormalnych w świecie audiofilistów.

W sumie jednak ktoś powinien to sprawdzić i opisać. Może wetknięcie wtyczki w dobrą stronę pozwoli zmniejszyć rachunki za prąd? W sumie jest o co walczyć, bo przecież można w ten sposób podłączyć bardziej "właściwie" miliardy urządzeń elektrycznych. Oszczędności w skali całej planety mogą być olbrzymie, nawet jeśli pojedyncze urządzenie będzie zużywać minimalnie mniej prądu.

Ileż to żuczków można dzięki temu uratować. Ileż lasów tropikalnych mniej wyciąć. Przynajmniej jest taka teoretyczna możliwość. I przynajmniej jedna audiofilska teza, jedna jedyna, okazałaby się w jakimś sensie(sic!) sensowna.


piątek, 12 stycznia 2018

Remanent, nagrywanie radia internetowego i dyskusja o jakości kanałów telewizyjnych

Wszyscy robią przeróżne podsumowania minionego roku, więc możemy zrobić coś podobnego i tu. Najważniejsza jest ilość czytelników bloga, a ta systematycznie wzrasta i to pomimo ważnego faktu, że autor nie pisze na żadnym forum, więc nie zamieszcza linków, w które można by kliknąć i w ten sposób nabić licznik wejść. Wychodzi więc na to, że jeśli ktoś czyta, czyni to z własnej inicjatywy, bo temat go ciekawi.

W związku z powyższym chciałbym podziękować wszystkim czytelnikom za zainteresowanie. Jednocześnie trzeba dodać, że w tym roku szykuje się ważne wydarzenie, które powinno wreszcie zakończyć wszystkie dyskusje dotyczące sprzętu audio, jakości dźwięku itd. W związku z tym, że to zapowiedziane właśnie wydarzenie wymaga pewnego nakładu pracy może się zdarzyć, że posty będą się pojawiały nieco rzadziej niż do tej pory.

W zeszłym roku zostały dodane posty dotyczące nagrywania programów radiowych. Trzeba przyznać, że dobrym sposobem na rejestrowanie programów radia internetowego jest nagrywanie ich telefonem. Pewien problem mogą stanowić aktualizacje. Jeśli telefon "postanowi" coś zaktualizować, a zwłaszcza aplikacje, które służą do rejestrowania, to nagranie może się nie udać. Ale nie mogę się wypowiadać autorytatywnie, bo nie nagrywam zbyt często. Trzeba jednak brać pod uwagę aktualizacje oraz to, że nagranie się niespodziewanie urwie.

Mając do czynienia z radiem internetowym widzimy bitrate i typy kodeka. W związku z bitrate można przypomnieć dyskusje dotyczące przepływności na kanałach telewizyjnych. Paradoksem jest to, że zdarzali się tacy, którzy wierzyli w jakąś wręcz magiczną moc kodeka i lekceważyli bitrate. Co ciekawe w audio bitrate jest oczywiste - im więcej, tym lepiej. W przypadku telewizji czary działają czasem w drugą stronę.

W każdym razie radio mp3 320 jest lepsze niż mp3 128 i żadna magia kodeka nic nie poradzi.

Jeśli ktoś chciałby się podzielić swymi doświadczeniami z nagrywania telefonem może to zrobić w komentarzach.

niedziela, 31 grudnia 2017

Na marginesie: Związki pomiędzy astrologią i audiofilizmem

Czy komuś udało się dostrzec związek pomiędzy astrologią i audiofilizmem? To jest podobieństwo podejścia do tematu i metody.

Astrologia polega na wskazywaniu wpływu gwiazd i innych obiektów kosmicznych na życie człowieka. Idzie się do astrologa albo czyta horoskop i wiadomo, że gwiazdy sprzyjają, albo nie. Znak zodiaku jednej osoby pasuje do innej, albo nie.

Załóżmy, że dwie osoby chcą być razem. Idą do astrologa, który im mówi, że ich znaki zodiaku są zgodne i będą szczęśliwe w związku. Po jakimś czasie okazuje się, że te osoby się rozstają, ale jedna z nich idzie znów do astrologa i pyta o co kaman. Przecież znaki zodiaku pasowały. Wtedy astrolog zagląda w swoje papiery i mówi, znaki zodiaku co prawda pasowały, ale układ gwiazd się nie zgadzał, więc związek musiał być nieudany. No to dlaczego nie powiedział tak od razu. A bo wy nie pytali się o gwiazdy, tylko o znaki zodiaku.

W astrologi prawdopodobieństwo dobrej przepowiedni zawsze jest równe 50%. Albo będzie tak, albo inaczej. Ktoś zda egzamin na prawo jazdy, przepowiednia była dobra, nie zda, zła. Ale w połowie przypadków się sprawdzi.

Nauka nie widzi żadnych związków pomiędzy gwiazdami i życiem ludzi, ale wierzącym w astrologię to nie wadzi. Przecież przepowiednie się sprawdzają co najmniej w połowie, przecież to nie jest źle.

W audiofiliźmie jest tak samo. Żadnego związku z rzeczywistością świat audiofilski nie ma, ale zwolennicy są przekonani, że jest tak, jak oni uważają. Najdobitniej to widać na przykładzie testów.

Wszystkie, no prawie wszystkie, testy polegają na tym, że używa się tego, co się ze sobą przyniosło i podłączyło. Dokładnie wiadomo co działa i wtedy się tego słucha i różne rzeczy słyszy.

Ale czasem zdarzają się odsłuchy, że słuchacze nie wiedzą co im gra. Załóżmy, że jest dwóch słuchaczy i jeden "specjalista z branży", który im prezentuje audiofilski bezpiecznik. I mówi ów specjalista "posłuchajcie czy teraz gra audiofilski bezpiecznik, czy zwykły". I jeden słuchacz mówi, że zwykły, a drugi, że audiofilski. Specjalista na to, że to był audiofilski. I okazuje się, że jeden słuchacz zgadł, a drugi nie, co świadczy o tym, że istnieje różnica pomiędzy zwykłym bezpiecznikiem, a audiofilskim. Różnica w dźwięku, a nie w cenie.

I tak to jest. Audiofile słyszą różnice w połowie przypadków, a astrolodzy dają dobre przepowiednie też w połowie przypadków. Najważniejsze jest zaś dobre samopoczucie i takie wewnętrzne przekonanie, że się wie więcej niż inni. I to się sprawdza w połowie przypadków, czyli dość często;)