wtorek, 29 listopada 2016

Na marginesie: Kontrola modów przez subwoofer czyli jak w prosty sposób zostać iluzjonistą

Szukając informacji o modach pomieszczenia łatwo natknąć się na takie, które mówią o „kontroli” modów w ten sposób, że dodaje się subwoofer. Kontrola modów przez subwoofer jest dokładnie tym samym, co kontrola nurtu rzeki przez to, że ktoś sobie po niej płynie na dętce. Warto się nad tym przez chwilę zastanowić przypominając sobie takie zjawiska jak fala powodziowa oraz np. fakt, że czasem na rzece są mniejsze lub większe wodospady...

Problem modów polega na tym, że dźwięk jest jakby uwięziony w zamkniętej przestrzeni. Co jednak jeśli źródło dźwięku znajdzie się w polu swobodnym?

Jeśli umieścimy dwa źródła dźwięku w polu swobodnym wcale nie oznacza to poprawy odbioru. Jeśli źródło A będzie pełnopasmową kolumną głośnikową, a źródło S subwooferem, okaże się, że wynikają z tej interakcji same problemy. Dotyczą one tylko zakresu przejściowego, w którym oba źródła pracują równolegle, niemniej jednak problem pozostaje problemem.

Dwa źródła dźwięku powodują, że w pewnej odległości dźwięk będzie się sumował, natomiast w innej znosił. W pierwszym przypadku mikrofon zarejestruje podbicie w zakresie przejściowym, w drugim wystąpi osłabienie. Żaden z tych przypadków nie jest korzystny, gdyż nie uzyskuje się charakterystyki liniowej.

Jeśli więc ktoś zdecyduje się na dodanie subwoofera musi bardzo starannie dopasowywać poziomy i pilnować fazy. Jednak jeśli doda się drugi subwoofer, to ilość problemów się podwoi, bo trzeba będzie pilnować nie tylko poziomu i fazy względem kolumn, ale dodatkowo poziomu i fazy względem drugiego subwoofera. Interakcja obejmuje więcej elementów i staje się jeszcze bardziej złożona. Dodanie trzeciego i czwartego subwoofera tylko tą tendencję pogłębi przy czym należy to rozumieć przede wszystkim jako problem polegający na tym, że w danym miejscu odsłuchu wszystko będzie pasować dla trzech elementów, w innym miejscu będzie pasować też dla trzech elementów, ale nie tych co poprzednio, a w jeszcze innym nic do siebie nie będzie pasować.

Przy czym te rozważania dotyczą pola swobodnego. Dodajmy więc ściany, podłogę i sufit.

Właściwości akustyczne w zakresie niskich częstotliwości najlepiej opisują rezonanse. Ale rezonanse powstają dlatego, że fala odbija się od powierzchni ścian, od sufitu i podłogi itd. Wystarczy tylko jedna płaszczyzna, żeby powstał filtr grzebieniowy. Wystarczy także jedna płaszczyzna, żeby powstała interferencja 1/4 długości fali.

Jeśli nie udaje się dopasować subwoofera do kolumn chociaż teoretycznie powinno się to udać warto przypomnieć sobie o filtrze grzebieniowym i tłumieniu 1/4 fali. Tłumienie 1/4 fali wystąpi nawet wtedy, gdy subwoofer stoi w rogu, trzeba się odwrócić i spojrzeć do tyłu – od tej ściany trzeba liczyć odległość; od ściany do miejsca odsłuchu.

Jeśli do odsłuchu służą zwyczajne głośniki można wytłumić odpowiednie miejsca i zlikwidować tłumienie 1/4 fali i filtr grzebieniowy. Mając jednak dwie kolumny i dwa subwoofery adaptacja akustyczna staje się bardzo trudna.

Wobec tego widać, że dodanie subwoofera spowoduje tylko dodatkowe problemy. Zamiast ujednolicenia otrzymuje się coraz więcej wzajemnych relacji, których nie sposób opanować.

Najważniejsze jest jednak, że bez względu na ilość źródeł dźwięku mody są jakie są, bo wynikają z właściwości pomieszczenia. Iluzja polega na tym, że można sobie powiedzieć, że skoro jest więcej sprzętu i wszystko wygląda jeszcze piękniej, to dźwięk jest lepszy. W ten sposób staje się iluzjonistą, chociaż to żadna sztuka oszukać siebie samego.

wtorek, 22 listopada 2016

Właściwości akustyczne pomieszczeń w zakresie niskich częstotliwości czyli mody

Właściwości akustyczne pomieszczenia można opisać stosując inne podejście w zależności od zakresu częstotliwości. Dla niskich częstotliwości najodpowiedniejsze jest analizowanie rezonansów. W zakresie wysokich częstotliwości odpowiednia jest akustyka geometryczna. Natomiast zakres pośredni najlepiej ujmuje rozpraszanie i dyfrakcja.

Najniższy rezonans wyznacza największy wymiar pomieszczenia. Częstotliwość rezonansu odpowiada fali, która ma dwukrotnie większą długość niż największy wymiar osiowy. Znaczy to, że poniżej pewnej częstotliwości nie wystąpią już rezonanse, ale nie znaczy, że niskich częstotliwości nie da się w małym pomieszczeniu odtworzyć. Falę akustyczną o częstotliwości infradźwiękowej można wytworzyć nawet w tak małej przestrzeni jaką jest opona samochodu. Wystarczy dopompowywać/upuszczać powietrze w odpowiednim rytmie. I na takiej pneumatycznej zasadzie odbywa się propagacja bardzo niskiego basu w malutkim pokoju.

Po wykonaniu, najlepiej przez skrypt, obliczeń okazuje się, że w pokoju mamy np. 150 modów w zakresie od 30 do 300 Hz. Oznacza to, że taką ilość częstotliwości usłyszymy głośniej niż to by wynikało z głośności sygnału. Dla częstotliwości rezonansowych wystąpi również przedłużony czas narastania i wygaszania dźwięku. Czyli pochód szybkich nut granych na basie w pomieszczeniu z silnymi modami, tzn. mało wytłumionymi, będzie mało czytelny. Poszczególne nuty będą na siebie nachodzić i się ze sobą zlewać, a ogólne wrażenie może być też takie, że sekcja się spóźnia w stosunku do reszty instrumentów.

W zależności od położenia słuchacza w pomieszczeniu każdy z przykładowych 150 rezonansów będzie słyszany z inną głośnością. Jeśli słuchacz znajdzie się tam, gdzie jest strzałka, usłyszy dźwięk wzmocniony. Odwrotnie, w węźle dźwięk będzie stłumiony, ale nie znaczy to, że nie będzie słyszalny w ogóle, co na pozór może się wydawać. Dźwięk odbija się od ścian, sufitu i podłogi i dotrze do miejsca o teoretycznie zerowym ciśnieniu inną drogą.



Grafika ilustruje, że słuchacz znajduje się jednocześnie praktycznie i w strzałce i w węźle dla różnych częstotliwości.

Wobec powyższego przemieszczając się w pomieszczeniu słyszymy za każdym razem inną barwę dźwięku. W praktyce różnice w poziomie można bez trudu zauważyć słuchając tonów testowych, ale w przypadku muzyki jest to trudniejsze. Niemniej jednak wykonując pomiary w różnych lokalizacjach otrzymuje się za każdym razem inne wyniki.

Warto zaznaczyć, że dość duże znaczenie ma tłumienie po odbiciu dźwięku od tylnej ściany. Chociaż do opisu zjawisk akustycznych dla niskich częstotliwości najlepiej posługiwać się rezonansami, ale dla odległości 1/4 fali od tylnej ściany tłumienie wynika z odbicia dźwięku.

Adaptacja akustyczna pomieszczenia w zakresie niskich częstotliwości jest związana z dużym nakładem środków i jest trudna. Często większe znaczenie mają wymiary pomieszczenia niż nawet zaawansowana adaptacja.

Pomieszczenie może być akustycznie korzystne lub niekorzystne. Niekorzystne właściwości akustyczne ma każde małe pomieszczenie. Również pomieszczenia o kształcie kwadratu lub zbliżonym do kwadratu źle wpływają na dźwięk w zakresie niskich częstotliwości. Natomiast najgorsze pomieszczenie jest sześcienne i małe.

Pomieszczenie małe jest niekorzystne dlatego, że rezonanse są od siebie oddalone o większą częstotliwość niż w dużych pomieszczeniach. Jeśli przyjmiemy, że każdy mod/rezonans odpowiada potencjometrowi w korektorze graficznym, tzn. korektor będzie miał 100 lub nawet 200 regulacji, to wzmocnienie w każdym z kanałów będzie odpowiadać wzmocnieniu dźwięku przez mod.

Jeśli pomieszczenie jest małe i najniższy mod wyniesie 60 Hz to kolejny będzie mieć dwukrotność tej częstotliwości, a następny trzykrotność. Wobec tego mody będą rozłożone co 60 Hz. To jeśli chodzi o długość pomieszczenia. Dla szerokości najniższy mod może wynieść 70 Hz, więc będą one rozłożone co 70 Hz. Wysokość pomieszczenia także może dać dość wysoką częstotliwość rezonansu np. 80 Hz. Taka sytuacja będzie jeśli pomieszczenie ma wymiary 3x2,5x2,2 metry.

W praktyce odstępy pomiędzy modami mają takie znaczenie, że jeśli porówna się mod do jednego zakresu korektora graficznego, przy czym zakres wzmocnienia dla rezonansu jest wąski w porównaniu do korektora, to trudniej jest wykryć zakolorowanie jeśli częstotliwości wzmacniane są blisko siebie i jest ich dużo. Natomiast jeśli wzmocnienia wypadają rzadko, wtedy jest sytuacja odwrotna. Lepiej jest jeśli wzmocnienia wypadną co 30 Hz niż co 60. Przy dużej ilości modów położonych blisko siebie raczej będzie odczuwane zwiększenie ogólne głośności, przy rezonansach oddalonych od siebie poszczególne wzmocnienia mogą być odebrane jako zakolorowanie.

Sytuacja pogarsza się jeśli weźmie się wszystkie mody osiowe. Jeżeli wymiary pomieszczenia są skorelowane ze sobą, np. długość jest podobna do szerokości, wtedy mody również będą miały podobne częstotliwości i będą położone blisko siebie. W takim przypadku raczej można mówić o znacznie mniejszej ilości wzmocnień, dlatego że te bliskie będą działać jak jedno.

Pomieszczenie o niekorzystnych proporcjach i małe można porównać do użycia korektora graficznego o pięciu pasmach. Wzmocnienie pięciu wąskich zakresów da silne zakolorowanie. Natomiast duże pomieszczenie o korzystnych proporcjach wymiarów z wieloma rezonansami, które są blisko siebie można porównać do korektora z trzydziestoma zakresami. W takim przypadku raczej będzie się odczuwać zwiększoną głośność całego zakresu, niż jego zakolorowanie.

Dla pomieszczenia odsłuchowego, które ma mieć dobre właściwości przyjmuje się kubaturę co najmniej 70 metrów sześciennych i proporcje jak najmniej ze sobą skorelowane, przykładowo 1:1,14:1,39.

Warto wyszukać w sieci jakiś kalkulator modów i sprawdzić jaka sytuacja jest w naszym domu. Przy czym wyniki obliczeń nie mają aż tak dużego znaczenia, bo nie są dokładne. Pomieszczenia mają swe specyficzne właściwości, których skrypty nie uwzględniają. Ogólna tendencja zawsze jednak będzie zachowana.

Wobec tego okazuje się, że odtwarzanie basów jest czymś zupełnie innym niż się powszechnie uważa. Ściśle rzecz biorąc każdy rezonans jest zakolorowaniem dźwięku, jednak mała rozdzielczość słuchu powoduje, że większości z nich nie jesteśmy świadomi. Fakt, że w gruncie rzeczy słyszymy słabo pozwala słuchać muzyki nawet w złych akustycznie pomieszczeniach.

Czytając w jakimś magazynie lub w internecie wynurzenia jakiejś osoby, które dotyczą odtwarzania basu trzeba zadać sobie następujące pytania: jaka jest kubatura pomieszczenia, w którym miał miejsce odsłuch, jakie są wymiary/proporcje tego pomieszczenia, a ponadto jak był ustawiony sprzęt i czy pomieszczenie było adaptowane akustycznie.

Wpływ małego pomieszczenia na dźwięk można porównać do naczynia do którego zostanie wlana ciecz. Ciecz zawsze przyjmuje kształt naczynia. Dokładnie to samo dzieje się z dźwiękiem w małym pomieszczeniu, które ma często niekorzystne proporcje wymiarów i nie ma żadnych adaptacji akustyki. W zakresie niskich częstotliwości słuchamy tak naprawdę naszych mieszkań, brzmienie w niewielkim stopniu odpowiada temu, co jest nagrane. Na szczęście, jak już wspomniałem, słyszymy naprawdę kiepsko i nie potrafimy zdać sobie sprawy z faktycznej jakości dźwięku czy może braku jakości.

poniedziałek, 14 listopada 2016

Winyl może zagrać lepiej, ale tylko w wyobraźni

Ostatnio przypatrywałem się dość zażartej dyskusji pomiędzy fanatykami płyt winylowych i osobami, które tego entuzjazmu nie podzielają. Wychodziło nawet na to, że drogi sprzęt potrafi rzekomo złagodzić skazy na płycie. Może i może, ale tylko wtedy, gdy jest zaczarowany.

W każdym razie żeby tak zażarcie bronić stanowiska, które jest przegrane, trzeba być do niego przekonanym. Więc płyta winylowa musiała kiedyś takiej osobie zagrać ładniej niż jakiś format cyfrowy. Być może stale ładniej gra. Wszystko jest możliwe.

Jeśli chodzi o mnie, to słyszałem na własne uszy brzmienie z płyt winylowych, które mi się bardzo podobało i kto wie czy nie było to najlepsze wrażenie jakie miałem kiedykolwiek podczas słuchania muzyki. A płyty były odtwarzane przez Polskie Radio, na żywo i prosto z winyla, ale jednak przez radio. Sprzęt był dość zwyczajny, ale nie był ustawiony "na zero" czyli z wyłączoną regulacją barwy dźwięku.

Wobec tego trochę zniekształceń radiowych, delikatna regulacja barwy dźwięku i może też trochę zniekształceń sprzętu dało bardzo korzystne brzmienie. Może warto dodać, że były to czasy przed-orbanami.

Z kolei drogie zestawy do odtwarzania płyt winylowych też mają często w zwyczaju dodać trochę zniekształceń, zwłaszcza jeśli w torze są lampy. Ale nawet sprzęt tranzystorowy potrafi trochę zafarbować dźwięk dlatego, że przedwzmacniacze phono, te bardzo drogie, nie mają płaskiej charakterystyki, ale taką "wanienkę". czyli podbity bas i sopran.

Takie podbicie góry i dołu pasma może skutkować tym, że muzyka zagra "piękniej". Zagra piękniej, chociaż nie lepiej i z pewnością mniej wiernie. Ale przyjemnie. Przyjemniej, z pozoru, niż format cyfrowy.

Zresztą sprawdź czytelniku sam. Tanie przedwzmacniacze gramofonowe mają zazwyczaj charakterystykę płaską. Natomiast te drogie nie zawsze.

I na tym polega ten mały szczegół, który robi dużą różnicę. Dodaj trochę zniekształceń, a słuchacz będzie zachwycony.

sobota, 12 listopada 2016

Gra pozorów

Zjawisko audiofilizmu można bardzo trafnie scharakteryzować jako "gra pozorów". Coś "gra" - ma konotacje jednoznacznie dźwiękowe, natomiast pozory trafiają w samo sedno zjawiska.

Jak już to zostało opisane, wrażenia słuchowe nie mają praktycznie nic wspólnego z tym, co się od strony akustycznej dzieje. Słuch ma wręcz nieprawdopodobne możliwości jeśli chodzi o eliminowanie zakłóceń. Dzięki temu dźwięk obiektywnie składający się z samych zniekształceń jesteśmy w stanie usłyszeć jako pozbawiony zakłóceń.

Przykład słynny: żona w kuchni. Oczywiście żona w kuchni potrafiąca stwierdzić, że pewien audiofil wymienił jakiś kabel już dawno stała się przedmiotem drwin, niemniej jednak nie słysząc dźwięku bezpośredniego, ale mając do dyspozycji wyłącznie odbicia, będzie w stanie usłyszeć wszystkie instrumenty i wszystkie szczegóły nagrania... o ile nie będzie używała miksera lub innego hałaśliwego urządzenia kuchennego.

Z kolei małżonek siedzący na wprost głośników także słyszy głównie odbicia, co mu zresztą tym bardziej w niczym nie przeszkadza. Jednak wiadomo, że słyszy coś, co można opisać w taki sposób, że do jego uszu dociera kilkaset wersji tego samego dźwięku, przy czym każdy jest opóźniony o ułamek sekundy w stosunku do poprzedniego. Po dźwięku bezpośrednim dotrze do niego opóźnione o milisekundę odbicie od podłogi, z kolei opóźnione o kolejną milisekundę odbicie od sufitu... W sumie tych powtórzeń będzie kilkaset, a audiofil nawet nie ma pojęcia, że w ogóle są jakieś odbicia. Zapytany walczyłby jak lew broniąc swej racji, że przecież żadnych odbić nie ma, bo gdyby były, to by je słyszał. A przecież on nie słyszy.

A jednak odbicia są. I każde, skoro różni się w fazie, spowoduje deformację dźwięku bezpośredniego. Deformację tak dużą, że od strony pomiarowej dźwięk w pomieszczeniu ma z oryginałem raczej niewiele wspólnego.

Przecież jednak najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że nasz słuch jest konstrukcją tak genialną i zdumiewającą, że potrafi nas oszukać i zwieść całkowicie i w sposób zupełnie niezauważalny. I całe szczęście, że tak działa, bo musielibyśmy polegać tylko na wzroku i może jeszcze dotyku i ewentualnie węchu. A przecież wiemy, że słuch jest bardzo przydatny.

I tak to jest. Gra muzyka, dźwięk jest zniekształcony, ale pozornie krystalicznie czysty.

Aby zilustrować zagadnienie przyjrzyjmy się poniższym grafikom.



Pierwsza grafika przedstawia widmo sygnału źródłowego. W tym przykładzie dźwięk bezpośredni jest szumem różowym. Gdyby próbka była dłuższa, widmo byłoby idealnie równe. Druga grafika przedstawia zjawisko opisane w tekście. Takie spektrum usłyszy odbiorca, jeśli dotrą do niego: dźwięk bezpośredni i trzy odbicia każde opóźnione w stosunku do siebie o około milisekundę.

W syntetycznie wytworzonym dźwięku słychać wyraźnie bardzo silne zakolorowanie. W warunkach realnych przy stukrotnie większej ilości odbić, zakolorowanie będzie nieco inne, jednak wciąż bardzo duże.

Natomiast właściwości słuchu są takie, że nie zdajemy sobie z faktu zakolorowania dźwięku w ogóle żadnej sprawy.

Mam nadzieję, że w tym momencie jest już jasne, co miałem na myśli pisząc "gra pozorów".

sobota, 5 listopada 2016

Ile razy trzeba złamać prawa fizyki, żeby winyl zagrał lepiej niż CD

Ile razy trzeba złamać prawa fizyki, żeby winyl zagrał lepiej niż CD? W zależności od tego jak szczegółowo podchodzi się do tematu może się okazać, że nawet kilkanaście razy. Jednak zwolennikom płyt winylowych prawa fizyki nie przeszkadzają. Im nie przeszkadza nawet zniekształcony dźwięk. Oni to wszystko po prostu ignorują.

W reklamach można często przeczytać, że jakieś urządzenie jest dobre, bo ma najkrótszą możliwą ścieżkę sygnału. W innych reklamach czytamy, że akurat ten plik jest najlepszym możliwym, bo jest dokładnie tym plikiem, który powstał w studio nagraniowym, nie był w żaden sposób konwertowany ani modyfikowany.

Z winylami jest na odwrót. Łańcuch urządzeń, które muszą być włączone w ścieżkę sygnałową jest długi, natomiast przekształcanie i konwersja sygnału jest zaletą. I zamiast odtworzyć plik wzięty bezpośrednio ze studia nagraniowego, przepuszcza się go przez tasiemcowo długi ciąg urządzeń, przekształcając sygnał za każdym razem z jednej formy w inną.

Każde kolejne przekształcenie i każde urządzenie dodaje swoją porcję zniekształceń, szumów itp. i to ma sprawiać, że dźwięk z winyla jest "lepszy".

Jest pewien typ zniekształceń zawartych na płycie analogowej o których mało kto wie. Osoby, które mają płyty winylowe w tym momencie powinny zdjąć z półki dowolną płytę długogrającą i przyjrzeć się zapisowi, najlepiej pod lupą.

Jeśli płyta długogrająca, którą oglądasz zawiera muzykę rozrywkową, albo realizowaną na instrumentach elektronicznych, ale chodzi tylko o instrumenty perkusyjne i bas, można zaobserwować bardzo ciekawe zjawisko.

Na płycie widać bardzo regularne układanie się zapisu w charakterystyczne wzory. Schematycznie sytuacja wygląda jak na rysunku:

Rowki na płycie wpasowujące się w siebie można naciąć znacznie gęściej niż takie, które do siebie nie pasują. Jednak przesunięcie w czasie o ułamek sekundy spowoduje, że niepasujące układy kształtu rowków zamienią się w takie, które świetnie się zgadzają..


Charakterystyczne dla płyt długogrających jest, że często można zauważyć zaskakującą zgodność w układaniu się sąsiednich rowków. Jeśli wystąpi silne wychylenie w którąś stronę, to sąsiadujący rowek wpasowuje się w to wychylenie na zasadzie pokazanej w przykładzie A) natomiast rzadko widać sytuację taką jak w B).

Dlaczego tak się dzieje. Płytę można naciąć na 2 sposoby. Można stosować stałe albo zmienne przesunięcia na obrót płyty. Kiedy głowica nacinająca przesuwa się ze stałą prędkością do środka płyty, występuje "marnowanie miejsca" dlatego, że bez względu na amplitudę sygnału skok będzie taki sam. Wobec tego nacinając bardzo ciche fragmenty zużywa się tyle samo miejsca, co i najgłośniejsze.

Jeśli prędkość głowicy będzie zmienna i skok będzie mały dla cichych fragmentów, a większy dla głośniejszych, wtedy na stronie uda się zmieścić więcej muzyki, przykładowo 20 zamiast 10 minut. Ale "oszczędności" miejsca mogą być jeszcze większe.

Jeśli będzie się zmieniać nie tylko szybkość poruszania się głowicy nacinającej czyli ruch po promieniu w kierunku środka, ale również moment, kiedy wystąpią duże wychylenia, gęstość zapisu jeszcze bardziej wzrośnie.

Nacinając "tak jak jest" do sytuacji A) będzie dochodzić tak samo często jak do sytuacji B). Jeśli jednak przyspieszy się, albo opóźni, sygnał sterujący, tzn. dźwięk, a wystarczy zmiana o ułamek sekundy, to do dojdzie do sytuacji A) natomiast B) nie wystąpi. Wystarczy bowiem przesunąć w czasie dolny rowek z przykładu B) i już mamy "oszczędniejszy" czyli bardziej upakowany zapis i sytuację z rysunku A).

I faktycznie do takich przesunięć sygnału w czasie dochodzi w przypadku płyt długogrających nacinanych z użyciem techniki przewidującej kształt i miejsce rowków nawet kilka razy na obrót płyty.

Od strony praktycznej nacinanie z przewidywaniem ścieżki odbywa się w ten sposób, że trzeba śledzić sygnał z wyprzedzeniem dokładnie takim, jaki wynika z prędkości obrotowej płyty. W czasach czysto analogowych odbywało się to w ten sposób, że magnetofon odtwarzający taśmę matkę miał dwie głowice odczytujące i specjalnie ukształtowany tor taśmy, aby druga głowica trafiła dokładnie w to samo miejsce w czasie co głowica nacinająca po tym, kiedy płyta wykona pełen obrót. Takie magnetofony mają dodatkowe rolki, które pozwalają wydłużyć lub skrócić pętlę taśmy w zależności od prędkości nacinanej płyty. Przewidywanie wychylenia i układu rowków może być stosowane także do płyt 45 obrotów/minutę.

Jeśli więc ktoś będzie się upierał, że LP ma lepszy "timing" wtedy wyjaśnijcie mu, że niestety nie dotyczy to większości płyt, gdyż zapis na nich nieustannie zwalnia i przyspiesza. A wszystko po to, żeby nagrać dłuższy utwór na jednej stronie i żeby dźwięk był trochę głośniejszy.

Warto dodać, że ludzie najzapalczywiej dyskutujący o płytach winylowych przeważnie nie mają ich, anie też gramofonów, więc też nie mogą się przekonać doświadczalnie o czym mówią. Dla tych osób mam nagranie z płyty winylowej. To jest fragment piosenki, ale za to jest cały rowek początkowy i końcówka. W tych właśnie fragmentach, kiedy muzyka nie zagłusza zakłóceń zawartych na płycie najlepiej słuchać "lepszą jakość" płyt winylowych. Fragment dźwięku zngranego z winyla. Jeśli ktoś się przymierza na skompletowanie zestawu do odtwarzania płyt winylowych powinien mieć świadomość tego, że bez względu na ilość pieniędzy, którą wyda, te wszystkie brudy i zakłócenia będą mu towarzyszyć zawsze podczas słuchania, ponieważ one na płytach po prostu są. Ale może o to, żeby te zakłócenia słyszeć idzie gra? Może, ale skoro tak, to ja tego nie jestem w stanie zrozumieć.