wtorek, 27 grudnia 2016

Na marginesie: Który gramofon lepszy, jak to sprawdzić przed zakupem

Zanim się kupi jakiś sprzęt, każdy chce żeby był tym najlepszym. Po zakupie dzieje się coś dziwnego. Każdy staje się tym jedynym i najlepszym, który ma jakieś nadzwyczajne właściwości. Po prostu wszyscy dorabiają sobie jakąś legendę. Wystarczy zajrzeć na jakieś forum i okazuje się, że każdy sprzęt jest w jakiś sposób unikalny i niezwykły. Mierzalne parametry przestają się liczyć.

Ale przed zakupem to co na papierze się liczy. Niektórzy nawet analizują wykresy. W przypadku gramofonów jest tych wykresów trochę i każdy powoduje zamęt. Z tych wykresów nic nie wynika. Lepiej patrzyć na suche liczby. Chociaż z liczb też niewiele wynika. Czy ktoś zna normy, którymi się posługują laboratoria robiące pomiary? Prawdopodobnie wiedzą co robią tylko ci, którzy mierzą. Dlatego jeśli już porównywać liczby, to tylko z tego samego magazynu, ale także z okresu obejmującego jedną metodologię. Kiedy metoda się zmienia nowych wyników ze starymi porównać już się nie da.

Najciekawszy wykres w przypadku gramofonu to ten.




Do pewnego momentu można się było jakoś w tym rozeznać, teraz już nikt nie wie, co jest na nowych wykresach. Osoby będące czytelnikami magazynu, z którego pochodzi grafika wiedzą o czym mowa. Reszta może sobie darować lekturę tego posta.

Ze swej strony mogę się domyślać, że teraz gazeta stosuje jakieś filtry, które bardziej odpowiadają wrażeniu słuchowemu. W starej metodzie było to, co przyrząd zmierzył, bez filtrowania.

W każdym razie im lepszy gramofon, tym linia niebieska powinna być bliżej czarnej, najlepiej powinna dosłownie leżeć jak naleśnik na patelni na czarnej. Patrząc z innej strony linia niebieska powinna być wyraźnie poniżej czerwonej. Jeśli linia niebieska jest blisko czerwonej lub też nawet się ponad nią wybija, gramofon jest marny.

Nie powinno być też żadnych "pików". Oznaczają one rezonanse lub zakłócenia od sieci/silnika. Dotyczy linii niebieskiej.

Po przeanalizowaniu większej ilości wykresów widać, który gramofon jest lepszy. Ideałem byłby taki, że linia niebieska leży na czarnej aż do okolic 25 Hz. To oznacza, że gramofon nie rezonuje, nie zakłóca i nie ogranicza w żaden sposób dynamiki płyty.

Gramofon z przykładu prezentuje się dobrze. Szpic na linii niebieskiej przy 40 Hz oznacza jakieś zakłócenia od silnika, ale ich poziom jest bardzo niski i nie przeszkadza. Ale są też urządzenia znacznie lepsze.

Trzeba jednak zaznaczyć, że jak gra gramofon nie zależy aż tak bardzo od parametrów. Dzieje się tak dlatego, że każdy gramofon jest w różnym stopniu odporny na wibracje. Można go postawić na czymś solidnym, ale przecież wibruje także powietrze. Więc najlepszy gramofon będzie tym, który jest najbardziej odporny na falę dźwiękową, najmniej rezonuje i mikrofonuje. To właśnie decyduje, że gra dobrze lub nie.

Ale tego nikt nie mierzy. Więc wertowanie danych z pomiarów nie ma sensu, bo są one bezużyteczne. Jednak jak już wspomniałem po zakupie parametry przestają się liczyć. Liczy się legenda. A ta powoduje, że dźwięk też przestaje mieć znaczenie. Znaczenie ma nośnik, ale znaczenie nietechniczne.

niedziela, 18 grudnia 2016

Był sobie transjent

Transient jest słowem, które wywołuje wśród osób zainteresowanych dźwiękiem spore emocje. Co to jest transient wie raczej niewielu, znacząca większość przypisuje mu jednak wręcz magiczną moc. Od transientu ma zależeć wszystko, a nawet więcej, a jeśli chodzi o odtwarzanie i sprzęt, to już ponoć opisać słowami nie sposób.

Okazuje się jednak, że transient ma znaczenie takie samo jak reszta parametrów dźwięku, o ile nie mniejsze niż pozostałe. Wystarczy bowiem usunąć transienty z nagrania i okazuje się, że nadal brzmi dość zwyczajnie. Wszystko zależy od tego jak się je usunie. Wykasowanie całego transientu spowoduje dziwne "zaczynanie się" dźwięków, gwałtowne i nagłe, ale mimo wszystko dźwięki są nadal takie same pod każdym innym względem.

Jeśli ktoś ma chęć, może spróbować sam. Można kasować dużo lub mało, można też zastępować jeden transient innym. Najłatwiej jest zastąpić transient podobnie ukształtowanym szumem. Zabawa z transientami pozwala je oswoić i przekonać się, że nic w nich nie ma magicznego.

Głośniki stojące blisko ścian, które nie są wytłumione, albo stojące na podłodze, która mocno odbija dźwięk powodują, że te odbicia nałożą się na nieustaloną fazę dźwięku i zniekształcą transienty. Zresztą nawet jeśli fala odbita od podłogi kiedy monitor stoi na typowej wysokości opóźnienie jest rzędu dwie, trzy ms. Wobec tego czas jest wystarczająco krótki, żeby "wypaść" na niektórych transientach.

Dźwięk odbity może wzmocnić lub osłabić falę bezpośrednią, dlatego zawsze temu zjawisku będzie towarzyszyć zmiana obwiedni. I jak zawsze nikt tego nie jest w stanie usłyszeć.

Transient jest fazą nieustaloną i dlatego chaotyczną. Zmiana jego natury nic nie zmiana, bo nie może. Transient ma za zadanie przygotowanie do wywołania rezonansu w narządzie słuchu i "zaalertowanie" go do odbioru części zasadniczej, która niesie faktyczną treść.

czwartek, 8 grudnia 2016

Hi-fi czyli skrót, który nigdy nie powinien powstać

Hi-fi oznacza, że sprzęt musi spełnić pewne wymagania, mieć odpowiednio dobre parametry. Przykładowo wzmacniacz nie może szumieć, wnosić zniekształceń, musi zachowywać się liniowo itd. w pewnych granicach, które wyznaczają normy.

Gdyby buty miały normy Hi-fi, jakkolwiek absurdalne to się wydaje, musiałyby mieć odpowiednie wymiary, wymaganą miękkość, musiałyby wytrzymać zadany czas jeśli się je postawi do kałuży – zanim przesiąkną wodą itd.

Spełnianie norm oznacza zachowanie parametrów technicznych. Nawet kawa musi spełniać normy. Pomieszanie pojęć zaczyna się wtedy, kiedy normy zaczyna się interpretować w taki sposób, że dobra kawa poprawia samopoczucie, a buty podnoszą poczucie pewności siebie.

Błąd polega na tym, że nie ma norm na samopoczucie, w odniesieniu do kawy, ani norm pewności siebie w obuwnictwie. Ale takie właśnie podejście zaczęto stosować w Hi-fi.

Niektórzy zaczęli oceniać sprzęt jako taki, który pozwala na odczucia słuchania muzyki jakby się jej słuchało „na żywo”. Lepszy sprzęt – większe odczucie słuchania na żywo, gorszy – mniejsze.

Bezsensowność takiego podejścia wynika z wielu aspektów. Przede wszystkim nawet dwóch słuchaczy będących faktycznie w miejscu, gdzie ktoś coś gra słyszy co innego. Poza tym odtworzenie dźwięku w zamkniętym pomieszczeniu powoduje, że tożsamość nagrania i odtworzenia przestaje istnieć.

Do zmierzenia parametrów głośnika potrzebne jest pomieszczenie bezechowe. W przeciwnym wypadku pomiary byłyby bezwartościowe. Głośnik mierzony w zwyczajnym pomieszczeniu mógłby wykazać zerowe zniekształcenia dla drugiej harmonicznej jeśli mikrofon będzie tak ustawiony, że karb filtra grzebieniowego wypadnie właśnie na nią, a okoliczności akustyczne spowodują, że dźwięk odbity od innych powierzchni akurat do mikrofonu nie dotrze.

Problem z terminem Hi-fi polega na tym, że chociaż w ścisłym sensie dotyczy techniki, to jego nazwa jest na tyle elastyczna, że zamiast technicznych, podkłada się pod niego terminy psychologiczne czy nawet parapsychiczne. Sprzęt ma rzekomo budować jakąś scenę w jakiś metafizyczny sposób, chociaż nie wiadomo co jest budulcem. Bo przecież nie dźwięk z głośnika, który jest tylko 1/10 jednego procenta dźwięku w pomieszczeniu. Warto zdawać sobie sprawę również z tego, że w wielu pomieszczeniach dystans krytyczny wynosi mniej niż metr.

Zamiast techniką, Hi-fi obładowuje się marketingowymi dziwolągami, które może efektownie się prezentują, ale nic nie znaczą. Gdyby zamiast jakiejś „wierności” z nie wiadomo czym mówiono o konkretnych pomiarach, wszystko byłoby jasne.

Wystarczyłoby użyć sformułowania „niskie zniekształcenia” albo „wysoka liniowość” i sprawa byłaby jasna i prosta. A tak w chwili obecnej mamy wysoką wierność. Wierność z czym? I wierność czego? Nie zastosowano żadnego z tych pojęć z tego powodu, że bardzo proste jest sprawdzenie jaki poziom zniekształceń jest słyszalny i do jakiego poziomu poprawianie parametrów ma sens. W ten sposób zarżniętoby kurę znoszącą złote jaja już pod koniec lat siedemdziesiątych. A tak poszukiwacze "wierności" są obrabiani z kasy już prawie pół wieku.