poniedziałek, 3 lipca 2017

Na marginesie: idealny sposób na słuchanie radia i oglądanie TV

Nie lubię wielu rzeczy, nie wymienię ich tu wszystkich, nawet kilku, wspomnę tylko o jednej. Nie cierpię reklam.

Słucham radia do momentu, kiedy zacznie się reklama. A reklama zaczyna się wtedy, kiedy się zaczyna lub wtedy, kiedy poda słowo "polecam". W tym momencie wyłączam radio.

Telewizję oglądam tak samo.

Ten sposób jest znakomity. Zamiast siedzieć godzinę lub dłużej przed telewizorem spędzam przed nim kwadrans, czasem trochę dłużej. Wyjątkiem są mecze. W przerwie pomiędzy połowami można wyjść na balkon na papierosa lub zrobić sobie kawę. Tylko w czasie oglądania meczu trzeba udawać, że nie widzi się reklam... Mimo wszystko metoda jest znakomita, aczkolwiek ma wyjątki od znakomitości. Wszakże jeśli ktoś napisze na banerze przy linii bocznej "polecam" to bezwzględnie wyłączę telewizor.

Na koniec chciałbym zaznaczyć, że nic się nie traci wyłączając radio i telewizor. Zwłaszcza nic się nie traci jeśli się wyłączy radio po tym jak ktoś coś zacznie "polecać". Już wcześniej napisałem, że jeśli ktoś coś poleca i nie jest kelnerem lub kasjerem w markecie, to jest chamem lub idiotą, co zresztą nie wyklucza jedno drugiego.

Przekonałem się po wielokroć, że jeśli któryś redaktor lub pełniący obowiązki redaktora zacznie coś przez radio "polecać" to nie ma nic do powiedzenia. Pustka w głowie lub pustka na antenie, którą nie wiadomo czym wypełnić najprościej wypełnić "poleceniami". Żeby coś "polecić" nie trzeba nic wiedzieć, nie trzeba nic rozumieć, nad niczym się zastanawiać, w ogóle nie trzeba się wysilać.

"Polecić" coś jest równie łatwo jak splunąć lub pierdnąć, a nawet łatwiejsze. Nie znam nikogo, kto potrafiłby pierdzieć przez prawie godzinę, natomiast dla większości PO redaktorów radiowych "polecanie" przez całą audycję nie stanowi problemu.

Dlatego warto wyrobić sobie nawyk, wręcz odruch warunkowy. Słyszę "polecam" i naciskam na pilocie przycisk wyłączający radio albo telewizor.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz