piątek, 28 lipca 2017

Na marginesie: Poradnik radiowca 2

Samozaoranie radia da się zrobić na wiele sposobów. Dobrym na to pomysłem jest winyl.

Redaktorzy radiowi tworzą tzw. radiowy klimatu. W radiu jest tylko głos i można opowiadać np. co redaktor widzi za oknem, chociaż w studio żadnego okna nie ma. Albo słuchacze wyobrażają sobie jak jakaś pani z radia, wygląda. Nawet nic nie musi mówić wystarczy, że jest.

Trochę się zmyśli redaktor czegoś niedopowie powie coś czego nie ma, coś pominie, słuchacz zmyśli resztę i powstanie klimat radiowy.

Radiowy winyl za sprawą niedopowiedzeń i pobudzenia wyobraźni staje się nadprzyrodzony, paranormalny i magiczny i brzmi niebiańsko i cudownie. Z kawałka plastiku przemienia się w skarb przywieziony przez starożytnych kosmitów w darze dla ludzkości i jest już nadzwyczajnym osiągnięciem techniki i technologii.

W radio gra się, tzn. powinno się grać, tylko najlepiej zachowane egzemplarze. Żeby puścić coś przez radio z winyla nie można wziąć pierwszej lepszej płyty, bo ta pierwsza lepsza będzie zdarta i się nie będzie nadawała do odtworzenia. Trzeba wybrać najlepiej zachowany spośród kilku czy kilkunastu dostępnych egzemplarzy danego wydawnictwa.

A poza tym trzeba ten najlepszy egzemplarz najpierw porządnie wyczyścić. Wyczyścić idealnie, bo tylko wtedy dobrze zachowany i idealnie czysty egzemplarz może zagrać fajnie.

Jeśli płyta jest zjechana pomaga tylko komputer i odfiltrowanie brudów, ale to już nie jest winyl per se. Bo trzeba go zdigitalizować tj. wrzucić do komputera i wtedy usunąć cały brud. A tak w locie na żywo w czasie emisji to się nie da, bo trzeba nad tym posiedzieć.

Poza tym nawet winyl puszczony przez radio "tak jak jest" nie gra tak jak jest, z wiadomych względów. Przykładowo z powodu orbanów, a poza tym przez radio nie słychać tak dobrze najniższych częstotliwości. Przez radio płyty tak nie dudnią zakłóceniami.

Jeśli jednak redaktor przyniesie do radia jakiś zjechany winyl, a wydawca i realizator przez szacunek dla siwej brody nie protestują, to słyszalne skutki są opłakane. Płyta gra krzywo, bo rowki są nierówno zjechane przez gramofony z popsutym antyskatingiem, trzeszczy, rzęzi itp.

"Magia" winyla polega na wciskaniu kitu naiwnym, którzy gramofonów i płyt nie mają. Albo dawno temu mieli, ale już zapomnieli, albo mieli taniochę na dodatek źle wyregulowaną. Ci co mają i mają trochę rozeznania i obiektywizmu szybko się zorientują w ściemie. A jak ludzie wyłapią ściemę, to sprawa się rypnie i samozaoranie programu kolegi kierownika stanie się nieuniknione.

Kompletnym bezsensem jest granie przez radio płyt zdartych czy jakichś z wadami produkcyjnymi. Nie ma takiej opcji, żeby puszczać płyty grające ewidentnie źle i dorabiać do tego legendę. No nie da się opowiadać baśni o piwie jeśli się poda do picia takie skiśnięte, co stało tydzień w beczce na słońcu.

Na koniec jeszcze raz. Nie można robić radiowej magii z winyla, jeśli się gra płyty zdarte lub z jakimiś wadami. Ludzie mało słyszą, ale nie są aż tak głusi. Naprawdę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz