poniedziałek, 31 lipca 2017

Na marginesie: Płyta winolowa

A cotototo ta płyta winolowa? A płyta winylowa? Znamy, znamy. Więc to jest to samo.

Otóż zdarzało mi się słuchać muzyki pod wpływem spożycia jakiegoś napoju wyskokowego, nie było to wino, ale jednak. Nic nadzwyczajnego, wystarczy wziąć udział w smutnej uroczystości jaką jest ślub i wesele. Konsumpcji jadła i napitku towarzyszy muzyka.

Okazuje się jednak, że niektóre osoby słuchają płyt analogowych popijając wino. To jest ciekawy trop. Czy przypadkiem tego wina aby nie za wiele? Czy nie mąci ono trzeźwości odbioru i oceny?

Odtwarzanie płyty winylowej to pewien rytuał. Jednak jeśli celebruje się go pociągając z flaszeczki, to może cała frajda, albo znaczna jej część przynajmniej pochodzić z faktu oszołomienia trunkiem?

Popijanie wina lub jakiegoś innego napitku zawierającego truciznę zwaną alkoholem etylowym (lub o zgrozo metylowym) powoduje obumieranie komórek mózgowych, któremu towarzyszy tak lubiane przez ludność odczucie oszołomienia.

Dlatego warto, żeby z dyskusji o winylach wyłączyły się osoby słuchające pod wpływem lub pijane nawet. Na trzeźwo będzie łatwiej dojść do jakichś obiektywnych konkluzji.

Nie chcę się czepiać, ale po flaszce trudno będzie zrozumieć posty o winylach z tego bloga. Żeby zrozumieć, ale przeczytać nawet.

Dlatego nie pijemy i nie używamy żadnych innych substancji wywołujących loty. Trzeźwiejmy i wtedy słuchamy. W przeciwnym wypadku może się to źle skończyć, np. bolesnym upadkiem z dywanu na podłogę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz